Konwencja antyprzemocowa - jestem "za"!

Podobno jest fantastycznie! Polskie prawo aż kipi od regulacji chroniących bezpieczeństwo kobiet. Nawet Konstytucja mówi o równości kobiet i mężczyzn, nietykalności osobistej, ochronie przed nieludzkim i poniżającym traktowaniem. Szlachetne, mądre słowa. A praktyka?

Już pobieżny rzut oka na policyjne statystyki pokazuje słabość naszego prawa. Liczba ofiar przemocy domowej w ciągu ostatnich dziesięciu lat przekracza (napiszę to słowami) jeden milion dwieście osiemdziesiąt tysięcy osób! Porażająca większość ofiar to kobiety. A mówimy tu jedynie o przypadkach zgłoszonych na policję. Według tych samych statystyk, w ciągu ostatnich trzech lat liczba kobiet doświadczających przemocy domowej wzrosła o 45%.
Toczony na argumenty liczbowe spór o zasadność przyjęcia tzw. „Konwencji antyprzemocowej” zapewne nic nie da, bo przeciwników Konwencji przemoc w rodzinie zdaje się specjalnie nie martwić. Ot, zwykły element naszej słowiańskiej kultury. A może inaczej – naszej słowiańskiej płci kulturowej, naszego lokalnego gender!



Ich przerażenie wywołuje natomiast garść zapisów, które opisując role męskie i kobiece sięgają po definicje wykraczające poza ordynarne zaglądanie do majtek. Zapewne są wokół nas tacy, którzy nazwą mężczyznę zmywającego naczynia „babą”, a kobietę prowadzącą autobus „babochłopem”. Na całe szczęście, świat zmienia się pomimo ich lęków. Dokładnie sto lat temu kobiety walczyły o prawa wyborcze. I wygrały, wywracając świat „tradycyjnych wartości” do góry nogami.
A teraz? A teraz nie chcą być bite, poniżane i prześladowane. Chcą żyć bezpiecznie w takich układach rodzinno-społecznych, w których będą się czuły szczęśliwe. I mają do tego prawo.

A tak swoją drogą – jakież to straszliwe fantazje nawiedzać muszą dusze naszych konserwatystów, skoro ich pierwsze skojarzenia po lekturze „Konwencji antyprzemocowej” dotyczą „europejskiego homo-lobby”? Jeżeli nawet potraktujemy ich obawy poważnie i rzeczywiście uznamy, że ratyfikacja Konwencji otworzy furtkę dla legalizacji związków homoseksualnych, to czy nie stawiamy tym samy pytania o granice wolności człowieka i jego odpowiedzialności za własne życie? W obliczu takiego pytania, ja – osoba prowadząca naprawdę tradycyjne, może nawet nieco staroświeckie życie – opowiadam się za prawem do życia w zgodzie z własnym wyborem i własnym sumieniem.

HSR
Trwa ładowanie komentarzy...