O autorze
Z urodzenia Zagłębianka, zakochana w Dolnym Śląsku. Marzyłam, by zostać baletnicą, zostałam ginekologiem.Dwukrotna laureatka przyznanego w głosowaniu pacjentek tytułu „Lekarz przyjacielem kobiety” przez czasopismo „Twój Styl”. Działam w Międzynarodowym Forum Kobiet przy Szkole Głównej Handlowej. Jestem współwłaścicielką Prywatnej Specjalistycznej Przychodni Lekarskiej oraz Radia Sudety.W 2011 roku uzyskałam mandat poselski z ramienia Ruchu Palikota, od czerwca 2013 posłanka niezależna, współzałożycielka Koła Poselskiego Inicjatywa Dialogu. Od grudnia 2013 - członek Klubu Parlamentarnego PSL. Wiceprzewodniczę sejmowej Komisji Zdrowia.Pozostaję od wielu lat w związku z tym samym mężczyzną. Wielbicielka i właścicielka jamników.Razem z mężem wychowaliśmy dwoje cudownych dzieci. Każdego dnia cieszymy się z gromadki naszych wnucząt. Jestem z nich wszystkich dumna i zarazem pewna, że One także będą dumne ze mnie.

In vitro - polityka czy medycyna?

Ręce opadają. Po raz kolejny PiS i PO uczyniły z medycyny pole dla sporów światopoglądowych. Tym razem rzecz dotyczy leczenia niepłodności metodą in vitro.

PiS zaproponowało, by lekarzy pomagających bezdzietnym parom w uzyskaniu potomstwa metodą in vitro karać więzieniem. Co z tego, że istotą metody in vitro jest walka o życie? Co z tego, że metoda ta może pomóc trzem milionom bezdzietnych par w Polsce? Co z tego, że może być przyczynek do realnego rozwiązania problemu stale pogłębiającego się niżu demograficznego? Otóż... nic z tego. PiS nie proponuje nawet szczątkowej dyskusji o chociażby ograniczeniu ilości zarodków przygotowywanych w laboratoriach. PiS nie chce już żadnej rozmowy, a rozwiązaniem kryzysu demograficznego ma być zwiększenie populacji... więźniów.



PO natomiast co jakiś czas zapowiada ustawę-widmo, ograniczając swoje realne działania do niekończącej się krytyki PiS (słusznej zresztą), podtrzymywaniu obietnic lepszego jutra i eliminowaniu wszelkich rozwiązań zgłaszanych przez Ruch Palikota. To właśnie na wniosek PO nasza ustawa standaryzująca procedurę in vitro trafiła pod obrady Komisji Ustawodawczej, a nie Komisji Zdrowia. Co to oznacza? Ano tyle, że Sejm dyskutować będzie nie tyle o medycznym i technicznym aspekcie procedury in vitro, lecz o zgodności naszej ustawy z Konstytucją i prawem europejskim. Tymczasem nasza ustawa jest niczym więcej, jak próbą wprowadzenia do polskiego porządku prawnego trzech dyrektyw przyjętych przez Parlament Europejski w 2004 i 2006, które to dyrektywy Polska zobowiązana była wprowadzić najpóźniej do 1 września 2007 roku (sic!). Co więcej, zarówno niemożliwy do wprowadzenia pomysł PiS, jak i odesłanie przez PO ustawy do Komisji Ustawodawczej są krokami całkowicie oderwanymi od codzienności. Metoda in vitro stosowana jest w Polsce legalnie od niemal ćwierć wieku! Czy nie nadszedł już czas, by procedurę tę precyzyjnie opisać?

Ustawa, której wprowadzenie postulujemy ma uporządkować obecny stan rzeczy. Zależy nam na systemie licencjonowania klinik leczenia niepłodności. Chcemy ujednolicić procedurę diagnozowania i leczenia. Chcemy określić warunki przechowywania zarodków oraz monitorować ich los. Chcemy zadbać o bezpieczeństwo pacjentów.

Zagadnieniu temu poświęciłam ostatnią konferencję sejmową:

Trwa ładowanie komentarzy...