O autorze
Z urodzenia Zagłębianka, zakochana w Dolnym Śląsku. Marzyłam, by zostać baletnicą, zostałam ginekologiem.Dwukrotna laureatka przyznanego w głosowaniu pacjentek tytułu „Lekarz przyjacielem kobiety” przez czasopismo „Twój Styl”. Działam w Międzynarodowym Forum Kobiet przy Szkole Głównej Handlowej. Jestem współwłaścicielką Prywatnej Specjalistycznej Przychodni Lekarskiej oraz Radia Sudety.W 2011 roku uzyskałam mandat poselski z ramienia Ruchu Palikota, od czerwca 2013 posłanka niezależna, współzałożycielka Koła Poselskiego Inicjatywa Dialogu. Od grudnia 2013 - członek Klubu Parlamentarnego PSL. Wiceprzewodniczę sejmowej Komisji Zdrowia.Pozostaję od wielu lat w związku z tym samym mężczyzną. Wielbicielka i właścicielka jamników.Razem z mężem wychowaliśmy dwoje cudownych dzieci. Każdego dnia cieszymy się z gromadki naszych wnucząt. Jestem z nich wszystkich dumna i zarazem pewna, że One także będą dumne ze mnie.

Biedni nie mają prawa kochać

To już plaga bezduszności. Ustawa o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie otworzyła drzwi przemocy urzędniczej. Według oficjalnych danych, co piąte dziecko odbierane jest rodzicom wyłącznie z powodu biedy. Często biedy niezawinionej.

Rozwiązanie problemu wydaje się dziecinnie proste. Europejska Konwencja o wykonywaniu praw dziecka traktuje sąd jako ostateczność wskazując bezpośrednio na konieczność pracy z rodziną. Jeżeli zatem problemem jest wyłącznie bieda, urzędnicy powinni uczynić wszystko, by pomóc rodzicom w znalezieniu źródeł dochodu. I nic ponad to.
Tymczasem zapis traktujący biedę jako przejaw przemocy w rodzinie rozpętał piekło. Samobójstwo nastolatka w Suwałkach, czy też walka krakowskiej rodziny Bajkowskich to jedynie te najbardziej medialne przykłady. Większość tragedii odbywa się jednak z dala od mediów. O dobro dzieci nie pyta nikt.
W moim rodzinnym mieście – Dzierżoniowie – urzędnicy postanowili niedawno odebrać dzieci pani Jolancie Polowczyk, którą 3 lata temu Sąd uznał za najlepszą rodzinę zastępczą dla trójki maluchów. Argumenty podnoszone przez urzędników są absurdalne – zbyt małe mieszkanie i zaawansowany wiek pani Jolanty. Tyle, że trzy lata temu pani Jolanta mieszkała w tym samym mieszkaniu, a zegar biologiczny dla wszystkich biegnie jednakowo – w chwili przyznawania jej opieki nad dziećmi Sąd doskonale wiedział ile lat pani Jolanta skończy za trzy lata. Czy przyznawanie opieki nad naprawdę małymi dziećmi na okres trzech lat – kiedy to tworzą się silne i ważne więzy emocjonalne – nie jest objawem okrucieństwa? A z drugiej strony - czy powoływanie się na argumenty, które nie stanowiły przeszkody w chwili przyznawania opieki nad dziećmi nie jest objawem zwykłej głupoty?
Egzekucję wyroku Sądu póki co udało się wstrzymać. Mam nadzieję, że już wkrótce uda się nam znaleźć nowe, większe mieszkanie dla pani Jolanty, a tym samym uratować trójkę dzieciaków.
Ale ile podobnych zdarzeń umyka naszej uwadze?...



HSR
Trwa ładowanie komentarzy...